pracownia
- to miejsce bliżej nieokreślone, a raczej wszystkie te miejsca, w których pojawiam się uzbrojona na przykład w cyfrowe oko.
Nie ma tych zewnętrznych miejsc zbyt wiele, jako że od nastu już lat prowadzę życie raczej osiadłe, otoczone krajobrazem wiejskim, równinnym, o którym większość mówi "nudny", "zbyt monotonny"...
a jednak, mam wrażenie, że w takim miejscu wyraźniej, bardziej namacalnie odczuwa się rytmiczność, pulsowanie, pozorność niezmienności, łatwiej doświadczyć tego, co ulotne, nieuchwytne, istotne.
... i jeszcze... pracownia to również jakieś miejsce (a może jest ich kilka) w mojej głowie, które zmusza mnie do wyłuskiwania pojedynczych kadrów, znaków i znaczeń, niczym ziaren fasoli, z napierającej, wszechobecnej feerii obrazów.
Z połączenia tych dwóch światów - wnętrza i zewnętrza - rodzą się nowe formy,
a może:
"...te kształty nie wywodzą się skądinąd, lecz utkane są przez twój umysł. Jako takie musisz je rozpznać."
G.Tucci


